Typowy letni wieczór. Po obiedzie wszyscy razem spędzamy czas w salonie. Bobas ostatkiem sił kitłasi się na kanapie z tatą. Ostatnie zabawy i przytulasy przed pójściem spać. I wtedy dzieje się coś, co zmienia wszystko w dosłownie kilka sekund…

Rodzic, dziecko i nagły wypadek

W przepełnionym śmiechem salonie rozlega się płacz Gwiazdy. Jako, że znamy się ponad rok jako rodzic wiem, że jest to płacz ze zmęczenia z dużą nutą nieudawanego bólu. Podczas typowego kitłaszenia się rączka córy wykręca się w nienaturalny sposób i podczas upadku zostaje przygnieciona całym ciężarem swojego ciała.}

tłumacząc z giskowego na język polski: kitłaszenie się – czołganie, turlanie, skakanie podczas wesołych zabaw z rodzicami na kanapie)

Pierwsza moja myśl – widzę, że boli, pytanie czy samo przejdzie czy to coś grubszego. Po głębszej obserwacji stwierdzamy, że to chyba nic poważnego. Przecież nie będziemy przewrażliwionymi rodzicami i nie pojedziemy z taką błahostką do szpitala.  Gwiazda idzie spać. Po pewnym czasie budzi się z płaczem. Widać, że ruch ręką sprawia jej duży ból a dotknięcie zarówno w nadgarstek jak i łokieć pogarsza całą sytuacje. Podejmujemy decyzje… jedziemy do szpitala.

Smutna izba przyjęć

Dojechaliśmy. Było już ciemno. Naszym oczom ukazuje się kolorowy, świecący napis „izba przyjęć”. Zastanawiam się, co nas czeka w środku. Wchodzimy. Jest całkiem kolorowo, tłocznie. Mój bobas przyklejony do taty. Trzyma się jedną ręką, druga bezwładnie wisi. Zarejestrowaliśmy się, Pani kazała poczekać. Mnóstwo dzieci, jeszcze więcej smutnych, zamartwionych rodziców. Pomyślałam jedynie, że to będzie długa noc. Znajdujemy wolne miejsce. Siadam i obserwuję. Obok zaplamiony krwią 4 letni chłopiec. Kawałek dalej jakiś 2 latek z zabandażowaną głową. Naprzeciwko dzieciaczek, któremu dłoń wisi podobnie jak naszej córce ręka. Nie tylko my mamy noc z przygodami.

Tamci lekarze to magicy

Cierpliwie czekamy na swoją kolej. Udało się, wywołali nas. W takich sytuacjach mamy ustaloną wersję, że to mąż mówi. Układa zrozumiałe zdania o konkretnym przekazie. Ja za bardzo przeżywam. Pan Magik wypisał dokumenty, spojrzał na nas i na bobasa, wstał. I wtedy zaczął się pokaz magii. Złapał jedną ręką córkę za łokieć a drugą po woli dotykał rączkę od nadgarstka wzwyż pytając czy boli. Gdy doszedł do łokcia, czyli miejsca urazu odsunął się na chwilkę jak by już skończył, po czym szybko złapał obiema rękami za łokieć i w przeciągu kilku sekund nastawił go. Zamarłam… Na twarzy Gwiazdy pojawiła się książkowa podkówka, po czym 3 ogromne łzy z bólu. Kazali nam poczekać jakieś 15 min na izbie przyjęć, zająć córkę, aby zapomniała o bólu i obserwować. Lekarz od razu zorientował się, co dolega córce, pokaz był tylko po to, aby zająć nas – rodziców.

Od razu po wyjściu z gabinetu córa sięgnęła wcześniej bezwładną rączką po marakasa, którym zaczęliśmy ją zajmować. Odczekaliśmy tyle ile kazali i otrzymaliśmy wypis.

Będzie, co wspominać

Oczywiście nie obyło się bez sytuacji, o których ciężko zapomnieć:

1) tuż przed wyjściem, lekarz prosił abyśmy więcej nie wyciągali tej rączki dziecku, bo wiązadło jest jeszcze bardzo delikatne a przecież to ona się kitłasiła po kanapie…

2) podczas obserwacji bobasa zajmowaliśmy ją na korytarzu marakasem, podeszło drugie dziecko zainteresowane zabawką, położyłam grzechotkę na ręku, obce dziecko zaczęło po nią sięgać, po czym rodzic dziecka zaczął na mnie kiwać głową w stylu „nu nu nu, nie wolno” a to przecież jego dziecko wystawiało do mnie ręce a to na mnie kiwał;

3) aby rozluźnić niezręczną sytuację mąż zaczął mówić do córy, „zobacz kolega do Ciebie przyszedł”, po czym tata dziecka zbeształ nas mówiąc, że to dziewczynka (była ubrana jak chłopak a poza tym było późno), pomyślałam, że teraz to na pewno nam przywali, ale do niczego nie doszło;

4) cały czas po izbie kręcił się nerwowy policjant, gdy opuściliśmy budynek okazało się, że radiowóz stoi tuż przed i przesłuchuje typową „madkę” a dziecko siedzi w radiowozie, nie wiedzieliśmy, co myśleć, chociaż liczyło się tylko jedno… wracaliśmy do domu ze zdrowym dzieckiem.

Złote rady mądrego polaka po szkodzie

Analizując na spokojnie całą sytuacje przedstawiam kilka rad, które w takiej sytuacji mogą się przydać.​

rodzic

Fajne, co? Niech Twoi znajomi tez to zobaczą

Komentarze

2 Replies to “Smutna sytuacja, na którą musi być gotowy każdy rodzic

  1. mamy córki w tym samym wieku i też ostatnio „przechodziliśmy przez szpital” już jest ok ale nikomu tego nie życze… Z sytuacji które zapamiętam na długo:
    do szpitala pojechaliśmy w nocy po 23(nie chciałam wyjść na przewrażliwionego rodzica więc wcześniej obserwowałam) na izbie przyjęć Pani dr ochrzaniła nas mówiąc ” dlaczego tak późno ja teraz musze wszystkich budzić, przecież trzeba RTG zrobić”

    1. widzę, że też musiało być Ci ciężko w szpitalu, my trafiliśmy na profesjonalnego lekarza ale mimo wszystko wycieczkę zapamiętam na długo, myślę, sobie, że człowiekowi też takie doświadczenia są potrzebne (=
      z córkami wszystko w porządku? szpital pomógł czy zaszkodził?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *