Dzisiaj pierwszy prawdziwy dzień roku akademickiego. A ja, jestem już prawie na wylocie. Z jednej strony strasznie się cieszę i nie mogę doczekać, ale z drugiej jest mi trochę smutno. Jakiś etap się kończy a od dorosłego życia nie ma powrotu. Wspominam sobie siebie te kilka lat temu. Co, dzisiaj bym powiedziała tej młodej, przestraszonej, ale pełnej optymizmu Kasi? A Ty, co byś powiedział/a sobie zaczynając studia?

Po pierwsze: nie bój się

Nowe miasto, nowy dom, nowi ludzie. Nie ma Pani wychowawczyni? Na pewno nie trzeba nosić butów na zmianę do szkoły, znaczy na uczelnie? A dodatkowo jest połowa miesiąca i kończą się pieniądze na jedzenie? Tyle niewiadomych… a może rzucić to wszystko i wrócić do domu?

Droga Kasiu, za resztę pieniędzy idź po lody, czekoladę i chipsy. Zajedz smutki. Jutro po szkole jedź do wujka na obiad. Jak zobaczy, jaka jesteś głodna na pewno da Ci na wynos. Wypłakana, najedzona? To do roboty, egzaminy same się nie zdadzą. A i lepiej zostaw ten worek z „ciapami” w domu.

Po drugie: nie przejmuj się porażkami

Pierwsze niezaliczone kolokwia, pierwsze niezdane egzaminy, pierwsze prawdziwe porażki. Ależ ja to ciężko przeżywałam. Pierwszy raz wszystko było tylko i wyłącznie w moich rękach. Strasznie mnie to przytłaczało. Siły i wiary w siebie dodał mi zdany na pierwszym semestrze egzamin z ochrony środowiska, który tak ciężko było zaliczyć.

Kasiu, Katarzynko widzę, że Ci trudno. Poczekaj, aż zacznie się termodynamika albo, gdy Pani promotor odeśle Ci zrównaną z błotem Twoją pracę magisterską. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Ale nie słuchaj innych tylko walcz, naprawdę warto. Aha i dokończ te lody, bo wtedy jeszcze nie dałabyś rady zjeść lodów, czekolady i chipsów na raz. Tego właśnie nauczysz się na studiach.

Po trzecie: nawet nie wiesz, kiedy samotność minie

Byłam z dala od domu, przyjaciół, chłopaka. Było to dla mnie strasznie trudne. Co tu robić w tym dużym, głośnym mieście? Niestety rok akademicki zaczęłam na przegranej pozycji, gdyż nie było mnie pierwszego dnia na zajęciach. Zmarła mi bardzo bliska osoba i zamiast po pierwszych zajęciach skoczyć na jakąś integracje byłam na pogrzebie, więc ominęłam i zajęcia i integracje. Gdy już wróciłam na uczelnie wszyscy się znali, dobrali w grupki a ja byłam ta „inna”.

Nie martw się Kasiu, z czasem znajdziesz przyjaźń i to nie jedną. Będziesz w ekstra paczce Debeściaków z Mechaniki Płynów, z którą rozwalicie najtrudniejsze laborki na łopatki (i to na 4+!!!). Dodatkowo będzie też ekipa funfelek, z którymi traficie do jednego biura projektowego. Pomimo tego, że ani jedna z Was nie wytrzyma tam za długo to i tak żadna plotka z pracy czy ze studiów się przed Wami nie ukryje. Właśnie dzięki tym dziewczynom, Twoja córka będzie miała super ciocie a Ty będziesz mogła chodzić na zajęcia. A chłopak? Nie będzie to miłość Twojego życia… luzik. Twój książę na białym koniu już gdzieś tam galopuje (tym razem nie do Ciebie, ale spokojnie spotkacie się w swoim czasie).

Po czwarte: uczysz się tylko dla siebie

W życiu każdego studenta przychodzi trudny czas zwany sesją. Pojawia się wtedy pierwszy moralny wybór studenta – ściągać czy nie? Przecież to i tak mi się nie przyda…

Pamiętaj Kasiu, ta matematyka czy fizyka niestety przyda Ci się na kolejnych latach nauki. Nowe przedmioty będą bazować dokładnie na tym materiale, do którego właśnie się nie przykładasz. Nie raz tego pożałujesz, ale wybór należy do Ciebie.

Po piąte: od wyboru kierunku studiów nie zależy, co będziesz robić do końca życia

Wybór kierunku studiów mnie paraliżował. Tak strasznie bałam się podjąć decyzję, co chcę studiować. Szkoda mi było wybrać nietrafiony kierunek i tracić 5 lat z życia.

Oj młoda bojaźliwa Kasiu. Czym jest 5 lat przy całym życiu? Obecnie kierunek, który wybrałaś nie będzie determinował Twojej kariery życiowej. Ale spokojnie, właśnie siedzisz uśmiechając się do siebie i planujesz budowę swojego „imperium”. Oczywiście, że nie w zawodzie. Dzięki harcerstwu oraz samozaparciu zdobędziesz takie umiejętności, że bez problemu sobie poradzisz. Oczywiście studia też się przydadzą. Po części wiedza, ale w większej mierze wytrwałość, umiejętność kombinowania i nie poddawania się, które zdobędziesz po przetrwaniu na tych studiach.

Jeżeli przyjdzie Ci do głowy zostać dłużej w akademiku niż rok, pamiętaj żeby:

List do samej siebie
źródło: www.wikipedia.pl

1) nigdy przenigdy nie rozwieszać prania na korytarzu

Tobie się to nie przydarzy o ile weźmiesz sobie powyższą radę, ale Twojej koleżance tak. Chyba nie chcesz żeby jakiś żartowniś porozwieszał Twoje pranie w tym bieliznę po wszystkich klamkach na piętrze?

2) kupować kosmetyki pod prysznic z dużymi etykietami

Mając łazienki na wspólnym korytarzu na piętrze miej zawsze duże etykiety na butelkach z szamponem czy mydłem. Czymś w końcu trzeba przyklejać firankę do ścianek kabiny żeby nikt Ci nie zajrzał pod prysznic…

3) i najważniejsze – nigdy nie patrzeć w lustro wody podczas kąpieli!!!

Będą Cię straszyć, że starsi studenci podkładają lusterka od dołu w kabinach (tak, tak, kabiny nie są do samej ziemi). Nie wierz im, będziesz ze stresem przypatrywać się za każdym razem czy ktoś nie podkłada Ci lusterka i wtedy przekonasz się, że lusterko jest niepotrzebne, bo dużo za dużo można zobaczyć w samym lustrze wody…

Pozdrawiam i ściskam Cię mocno,

bądź silna

Kasia Giska za kilka lat!

 

Nawet gdybym otrzymała taki list, kilka lat temu i tak pewnie, jako „Zosia- samosia” chciałabym przeżyć wszystko na własnej skórze. Myślę, że całkiem słusznie. A wy, jakie byście dali rady sobie te kilka lat temu?

Fajne, co? Niech Twoi znajomi tez to zobaczą

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *