Możesz uznać mnie złą matkę, ale nie uspokajam Gwiazdy, gdy wpada w płacz. Dlaczego pozwalam się jej wypłakać? Dzisiaj o tym jak tłumimy uczucia dzieci.

Co robi matka, gdy dziecko się uderzy i zaczyna płakać? Biegnie mu na ratunek nawet, jeśli nie potrzebuje jej pomocy. To całkiem zrozumiałe. Chcemy dla dzieci dobra. Wszystkiego, co najlepsze. Myślę, że to złe… a dlaczego? Żeby dobrze mnie zrozumieć przedstawię typową sytuację z życia mojej rodziny. Na początku będę odgrywać mamę, którą opisałam wyżej.

Matka, jaką nie chcę być:

Idzie sobie Gwiazda z zabawką. Zaaferowana tym, że jest fajnie, nie patrzy pod nogi. Potyka się o inną zabawkę, którą zostawiła tam chwilę wcześniej. Upada, zaczyna płakać. Zrywam się, biegnę w kierunku poszkodowanego dziecka. Podnoszę z kolan, biorę na ręce, przytulam i uciszam. Aby załagodzić sytuację mówię do bobasa:

„No już, cichutko, przecież to nie boli, kochanie, sama jesteś sobie winna, nie płacz już, pewnie przestało boleć. Jesteś już dużą dziewczynką a takie nie płaczą o takie pierdoły, ciiiii. Ojoj biedne dziecko, pokaż gdzie boli? Mama pocałuje i na pewno przestanie boleć”.

Matka, jaką jestem i chcę być:

(…) Upada, zaczyna płakać. Odwracam głowę, żeby sprawdzić, co się stało. Dokonuje wstępnej oceny sytuacji. Jeżeli bobas wstaje i idzie w moją stronę to znak, że może się samo poruszać. Jeśli nie obserwuję chwilę, aby być pewna. Spokojnym głosem mówię do dziecka nie ruszając się z miejsca.

„Córciu, widzę, że się przewróciłaś. Niestety nie mogę zrobić tak, aby nie bolało, ale mogę się przytulić”.

Córka przychodzi do mnie, ja ją przytulam. Staram się nie brać na ręce tylko kucnąć/usiąść na ziemi żeby być na jej poziomie.  Najczęściej nie mówię nic więcej. Czasami coś pośpiewam, pomruczę, pobujam. W przypadku, gdy upadek wygląda na naprawdę poważny staram się opisać, co widzę.

„Córciu widzę, że Cię boli” albo „widzę, że zdenerwował Cię ten upadek”, „wyglądasz na jakbyś się przestraszyła”.

Dlaczego wkurza mnie Pani nr 1?

Po pierwsze:

kim ja jestem by oceniać czy moje dziecko naprawdę boli czy ściemnia? Jest stosunkowo małe i inaczej przeżywa ból niż ja, więc nie mogę mieć pojęcia jak bardzo boli ją ten upadek.

Po drugie:.

jeżeli moje dziecko boli ,to dlaczego mam kazać jej przestać płakać? Załóżmy, że masz duży problem i chcesz się wypłakać, wyżalić komuś, kto jest Twoim najlepszym przyjacielem a on co? Mówi, Ci żebyś przestała już płakać, bo w sumie nic się nie stało. Jak Ci z tym? Bagatelizujemy uczucia dzieci bo… są małe? Nie rozumieją?  Nie potrafią dokładnie wyrazić tego, co czują albo wyrazić tego jak my uważamy za słuszne. Potrafią zasygnalizować to jedynie płaczem. Już widzę jak Gwiazda podnosi się i mówi: „mamo, proszę o wyrozumiałość, potrzebuję sobie trochę pokrzyczeć, ponieważ boli mnie ręka od tego wypadku, pozatym jestem zdenerwowana faktem, że nie odłożyłam tej zabawki na miejsce tak jak mnie uczyłaś i teraz się o nią potknęłam…”

Po trzecie:

dlaczego mam wzbudzać w moim dzieciątku poczucie, że to, co ona czuje jest złe? Mówiąc dziecku, że jest za duża żeby płakać, zabraniam jej wyrażania jej własnych uczuć na jej własny sposób.

Po czwarte:

dlaczego okłamuję dziecko, że jak ja pocałuje to ból zniknie? Matki mają supermoce, ale niestety ta się do nich nie zalicza.

Dlaczego fajnie być matką nr 2?

Ponieważ pomaga się swojemu dziecku poznać i nazwać uczucie, które przeżywa. Co więcej pokazuje mu się, że ma prawo i Twoją pełną akceptacje na odczuwanie wszystkich uczuć tych pozytywnych i negatywnych. Bycie taką właśnie matką jest dla mnie trudne. Nikt nie nauczył mnie nazywać własnych uczuć, więc co dopiero nazywać czyjeś? Czuję się nieswojo mówiąc tak do córki, nawet trochę sztucznie. Ale widzę postępy. Zaczynam się z tym oswajać.

Efekty moich starań

Czy widać je w zachowaniu mojej córki? W sumie to nie wiem. Ocenie to za kilka lat. Jedyne, co mogę teraz powiedzieć to to, że jak upadnie czy stanie jej się coś przykrego dla niej to zezwalam jej na te negatywne uczucia. Gdy się przewróci i uzna, że potrzebuje ukojenia w ramionach mamy to przychodzi do mnie. Jeżeli nie to w ramach swojego niezadowolenia krzyknie raz albo dwa, podnosi się i idzie dalej a ja, jako matka, kobieta i najzwyczajniej człowiek czuję się strasznie dobrze.

 

Myślisz, że opisana matka nr 2 to fajna babka? Czy może wolisz tą nr 1?

Fajne, co? Niech Twoi znajomi tez to zobaczą

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *